Wybrałam się w sobotę rano z szarańczą na przedstawienie mikołajowe ;) Już w piątek wieczorem przeżywali, najważniesze oczywiście że prezent słodki będzie ;)
Rano bez marudzenia gotowi byli, jak nigdy ;) Ubieramy kurtki, czapki, a Młody z poważną miną:
- Mamo.... Czy my musimy przetrwać oba te przedstawienia, żeby dostać ten prezent?
Tiaa...... Przetrwali ;) Dostali ;) Częściowo unicestwili ;)
Bezcenne? Dla przechodniów, pasażerów metra i komunikacji miejskiej - matka z przywiązanymi do wielkiej, wypchanej torby balonami, wlekąca jedną ryczącą potworę i młodego gniewnego, lekko znudzonego.... przez zaspy, ze śniegiem na oczach, lekką krwawą mgłą przesłoniętych ;) Tak... zdecydowanie przetrwaliśmy ;) :D
Pan tata przezornie weekend spędził w szkole.... Grunt to się dobrze ustawić ;)